Dr hab. n. med. Michał Mazurek: puls to fantastyczny parametr diagnostyczny
Pierwszy krok do skutecznej prewencji to świadomość. Tętno jest zbyt szybkie, zbyt wolne, niemiarowe? Kiedy warto udać się do lekarza? O tajnikach pulsu mówi dr hab. n. med. Michał Mazurek ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, członek Zarządu Asocjacji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
W marcu, przy okazji Dnia Pulsu, Asocjacja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego wyjaśnia, czym jest puls i jak mierzyć go poprawnie. Można się jednak zastanawiać: po co te pomiary? Co puls może powiedzieć o naszym stanie zdrowia?
Mówiąc najogólniej, puls, czyli tętno, jest zewnętrznym odzwierciedleniem pracy serca. To bardzo ciekawy parametr, który wiele mówi o tym, w jaki sposób funkcjonujemy. Jesteśmy spokojni, zdenerwowani, a może podekscytowani? Jesteśmy zdrowi, a może mamy jakąś arytmię, o której nawet nie wiemy? O tym wszystkim powie nam puls, o ile oczywiście pozwolimy mu „przemówić”…
Jak dopuścić puls do głosu?
Regularnie go mierząc. I, co najistotniejsze, mając świadomość, dlaczego to tak istotne i kiedy powinniśmy zasięgnąć porady lekarza.
Co w kontekście pulsu jest normalne, a co powinno nas zaniepokoić?
Zwykle normy podają, że prawidłowy puls osoby dorosłej wynosi od 60 do 100 uderzeń na minutę. Czy jeśli jest niższy lub wyższy, powinniśmy biec do lekarza? Niekoniecznie. W tętnie, czyli wspominanym zewnętrznym odzwierciedleniu pracy serca, zależy nam tak naprawdę na trzech parametrach: czy serce bije za szybko, czy za wolno i czy niemiarowo? I na dodatek, czy jest ku temu uzasadnienie. Może się na przykład zdarzyć, że coś nas zdenerwuje, podekscytuje albo wykonamy znaczący wysiłek fizyczny. W takiej sytuacji serce będzie musiało przyspieszyć, by zapewnić organizmowi zwiększone zapotrzebowanie na tlen i substancje odżywcze. Jeśli emocje opadną, a wysiłek ustanie i puls wróci do normy, nie musimy się obawiać – nasze serce reaguje prawidłowo.
To kiedy udać się po poradę lekarską?
Patologia zaczyna się w momencie, kiedy serce zwalnia wtedy, kiedy nie powinno – na przykład w trakcie pracy, wysiłku, codziennych aktywności. Albo nie jest w stanie przyspieszyć wtedy, kiedy to konieczne. Jeśli na przykład próbujemy wejść kilka pięter po schodach, a nasze serce nie jest w stanie przyspieszyć, to zdecydowanie powód do konsultacji.
Dlaczego serce może nie przyspieszać?
Może tak być, kiedy nasz naturalny rozrusznik serca nie przyspiesza albo pojawią się bloki przedsionkowo-komorowe, spowodowane na przykład zaburzeniami układu autonomicznego czy hormonalnego, na przykład w wyniku niedoczynności tarczycy. To przykłady, przyczyn może być wiele. Istotne, że różnica pomiędzy tym, co prawidłowe i nieprawidłowe, może być subtelna. Jeśli coś nas niepokoi, warto sobie zaufać i to sprawdzić.
Nawet, jeśli nie czujemy się bardzo źle?
Tak. Pozornie wszystko jest dobrze, ale może czujemy się wciąż dziwnie zmęczeni? Przyczyny zmęczenia, spadku tolerancji wysiłku, zaburzeń koncentracji mogą być przeróżne, ale na początku trzeba wykluczyć podstawowe nieprawidłowości. Młode, zdrowe osoby bez problemu zauważą, że ich serce „zwariowało” i bije nagle, całkowicie bez przyczyny, 180 razy na minutę. Ale osoba w wieku podeszłym, z wielochorobowością, na przykład nadciśnieniem tętniczym, niewydolnością serca, cukrzycą, z wieloma zażywanymi lekami, jedyne, co może nam zgłosić, to zmęczenie. Najczęściej na takie zmęczenie u siebie „machniemy ręką”. Powiemy, że to już taki wiek i niewiele więcej należy od siebie oczekiwać. Ale dla osób, które znają swoich bliskich, na pewno zapali się czerwona lampka: może jednak coś jest nie tak, może coś jednak zmieniło się w zachowaniu takiej osoby w porównaniu do tego, jak dotychczas funkcjonowała? I tu należy, jak w elementarzu, wykonać najbardziej oczywiste i najprostsze pomiary, czyli zmierzyć ciśnienie tętnicze, tętno i stężenie glukozy we krwi. W pulsie interesuje nas, czy jest za szybko, za wolno i czy niemiarowo. Jeśli o godz. 14:00 komuś z nas serce będzie biło 30 razy na minutę, to bezwzględnie szukamy pilnie konsultacji lekarskiej. Tak samo, jeśli siedząc w fotelu serce będzie nam kołatało 150-180 razy na minutę. To zdecydowanie nie jest norma!
Czy arytmie dają wyraźne, odczuwalne objawy?
Niestety, nie zawsze. Mówię niestety, ponieważ to, że arytmia nie daje żadnych objawów, nie znaczy, że nie może być niebezpieczna. Tak jest chociażby z migotaniem przedsionków. Wiemy, że 1 na 3 osoby w ciągu życia będzie miała migotanie przedsionków. Z polskiego badania NOMED AF wynika, że nawet 41 proc. osób po 65. roku życia na nieme, czyli bezobjawowe epizody migotania przedsionków. Innymi słowy, prawie połowa pacjentów z migotaniem przedsionków może nie wiedzieć, że choruje na taką arytmię. I to jest bardzo niebezpieczne, bo wiemy doskonale, że migotanie przedsionków u osób z czynnikami ryzyka zdecydowanie zwiększa ryzyko udaru mózgu, a tym samym może spowodować niepełnosprawność, znaczne pogorszenie jakości życia, a nawet jego skrócenie.
Jeśli arytmia nie daje objawów, to jak można ją wykryć?
Po pierwsze, musimy mieć świadomość, że jeśli my nie zadbamy o nasze zdrowie, to tak naprawdę nikt tego nie zrobi. To nie odkrycie Ameryki, a oczywista prawda. To od nas zależy, czy jesteśmy świadomi i mamy podstawową wiedzę o zdrowym trybie życia, o tym, co i ile jemy, ile śpimy, ile i jak się ruszamy, czy unikamy używek itd. Musimy mieć świadomość, że najsilniejszym czynnikiem ryzyka zgonu jest życie. Więc musimy o to życie dbać, serwisować regularnie nasze ciało. Przecież to nie są rzeczy odkrywcze, a za każdym razem, kiedy o nich wspominam, przypominają mi się słowa 80-latków, którzy mi mówią, że oni tego czy innego schorzenia nigdy nie mieli! Ja wtedy zawsze spokojnie ich pytam, czy jeździli kiedyś 80-letnim nieserwisowanym nigdy samochodem?
Jako społeczeństwo nie chcemy się badać?
Dziś rozmawiamy o tętnie. Ale nie łudźmy się, że to spowoduje, że od jutra Polacy masowo będą badali tętno. Oczywiście, że nie będą. Bo żeby coś robić, tak naprawdę skutecznie, musimy być przekonani, że nam się to najzwyczajniej w świecie opłaca. Rzeczy, które w życiu działają, muszą być skuteczne, efekty widoczne i najlepiej, jeśli nie kosztują nas wiele wysiłku i czasu. Idealnie, jeśli o nich zapominamy. Jak o robocie sprzątającym. Ma być czysto i już! Tak też trzeba pomyśleć o naszym tętnie, a szerzej – o zdrowiu i życiu. Jeśli sami nie dajemy rady, nie mamy czasu, siły, ochoty, to skupmy się na osobach najbardziej zagrożonych – na naszych seniorach. Kluczem do sukcesu jest systematyczność. Jak z robotem sprzątającym. Nikomu nic nie da sprzątanie raz w roku, 1 marca. Podobnie, okazjonalne pomiary tętna nie będą skuteczne. Z jakąś formą pomocy spieszą coraz bardziej powszechne przyrządy do nieinwazyjnego monitorowania tętna (zegarki, opaski itp.). Podobnie, jak automatyczne przyrządy do pomiaru ciśnienia tętniczego. Najlepiej, jeśli zapomnimy o pomiarach, a urządzenie wyświetli nam informację – za szybko, za wolno, niemiarowo. Wtedy skonsultujmy się z lekarzem. Przede wszystkim musimy mieć świadomość i zdecydować, że to my chcemy zadbać o nasze życie i zdrowie.
Dziękuję uprzejmie za rozmowę.
Rozmawiała Marta Sułkowska