Finansowanie ochrony zdrowia pod presją kosztów i demografii. System wymaga zmian i racjonalnego wydatkowania środków
Nierówne oskładkowanie różnych grup obywateli, brak mechanizmów wsparcia profilaktyki zdrowotnej, zmiany demograficzne i rosnące koszty opieki długoterminowej – to główne bariery dla obecnego budżetu NFZ zdiagnozowane przez ekspertów Think Tanku SGH dla ochrony zdrowia. Ich zdaniem potrzebne są gruntowne reformy oparte m.in. na większym solidaryzmie w finansowaniu świadczeń oraz nacisku na prewencję.
Jak wynika zraportu Think Tanku SGH dlaochrony zdrowia „Nowa architektura finansowania ochrony zdrowia wPolsce. Systemowa diagnoza irekomendacje eksperckie”, który powołuje się na dane GUS, wydatki na zdrowie wPolsce wwartościach nominalnych rosną bardzo szybko. W 2014 roku było to 107,6 mld zł, w2021 roku – 169,4 mld zł, a w2024 roku – 293,6 mld zł.
–Jeśli chodzi owartość bezwzględną, finansowanie ochrony zdrowia oczywiście wzrosło. Natomiast jeżeli popatrzymy na inflację medyczną, rosnące potrzeby, to te środki zawsze będą niewystarczające. Szczególnie gdy za tym idzie konieczność obsługi dodatkowych świadczeń, regulacji płac iinne podobne czynniki. To pochłania 80 proc. dodatkowych kwot przekazanych NFZ-owi, czyli de facto jesteśmy na poziomie sprzed tej istotnej, prawie dwukrotnej podwyżki–mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.
W2023 roku poziom finansowania ochrony zdrowia osiągnął 7,2 proc. PKB po kilkunastu latach wahań między 6,27 proc. a 6,5 proc. Wciąż jednak pozostajemy poniżej średniej unijnej, która w2023 roku wyniosła 10 proc.
–Chodzi oto, żeby system, który opiera się wdużej mierze na środkach publicznych, był wydajniejszy. Tu chodzi nietylko oto, czy pieniędzy jest za mało, ale również oto, że one niezawsze są wydatkowane racjonalnie–podkreśla prof. Andrzej Fal.– Zprzedstawionego raportu SGH wypływa kilka wniosków. Po pierwsze, jeżeli niemożemy zwiększyć przychodu do wydatkowania, to powinniśmy zmniejszyć koszty. Według ekspertów można to zrobić poprzez przesunięcie środków do profilaktyki jako najtańszej metody wmedycynie.Po drugie, poprzez przesunięcie środków do dających się wycenić procedur jednodniowych. To może zmniejszyć koszty opieki zdrowotnej omniej więcej 15 do 25 proc., rzecz niebanalna.
–Wiele mówi się otym, że system ochrony zdrowia płaci za leczenie, za realizowane procedury, ina to zwracamy uwagę. Sądzimy, że powinien promować przede wszystkim efekty zdrowotne, ale także zdrową postawę izachowania wśród świadczeniodawców, żeby działania profilaktycznie również były odzwierciedlone wmechanizmach finansowania –podkreśla dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, prof. SGH, kierowniczka Think Tanku SGH dlaochrony zdrowia ze Szkoły Głównej Handlowej wWarszawie.
Polacy odbyli 11,3 mln hospitalizacji, a średnio trwały 2,79 dnia. Daje to ponad 31,5 mln dni spędzonych przezpolskich pacjentów wszpitalach.Udział wydatków na leczenie szpitalne wciąż dominuje wwydatkach NFZ. W 2024 roku stanowiły 49 proc. Dane zraportu pokazują, że polski system ochrony zdrowia charakteryzuje się wysoką liczbą hospitalizacji, których można było uniknąć. W ochronie zdrowia od lat wskazuje się na tzw. piramidę świadczeń. U jej podstaw powinny sięznajdować: samoopieka, wyżej świadczenia domowe, opieka podstawowa, ambulatoryjna, szpitalna, a na samym szczycie – opieka wysokospecjalistyczna.
Zdaniem ekspertów przesunięcie strumienia finansowania wkierunku podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej orazkoordynowanych ścieżek leczenia stanowi jedną znajważniejszych inajskuteczniejszych dróg do odwrócenia obecnej piramidy świadczeń, tym samym poprawy relacji wartości do kosztów.
–W ochronie zdrowia próbowaliśmy już testować różne systemy finansowania. „Pieniądze idą za pacjentem” zawsze było niestety tylko hasłem. Wtej chwili jest to kolejny krok, który trzeba zrobić. To jest też oszczędność ipokazanie, że finansowanie świadczeń na rzecz pacjenta jest wykonalne–tłumaczy prof. Andrzej Fal.– To dotyczy szczególnie szpitali, wktórych obłożenia są tak niskie, że one się niefinansują. Pacjenci ich niewybierają. Jeśli byłaby ścisła reguła, że pacjent dostaje finansowanie tam, gdzie trafia, to niebyłoby teraz dyskusji olikwidacji szpitali. One same by się przebranżowiły bądź zmieniły, wzależności od wyboru pacjenta.
Głównym źródłem finansowania ochrony zdrowia pozostaje składka zdrowotna, ale jej udział wcałkowitym budżecie maleje na rzecz dotacji podmiotowej uzupełniającej finansowanie do progu procentowego PKB, czyli do bieżących potrzeb NFZ. W obszarze środków publicznych szpitale (wraz zlekami wprogramach lekowych ichemioterapii) otrzymują ponad połowę środków budżetu NFZ na świadczenia. 9 proc. przypada na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, a 11 proc. trafia do POZ.
– W raporcie wskazujemy, że wkontekście finansowania problem dotyczy przede wszystkim tego, że nasz system jest niesolidarny. Zachęca do unikania oskładkowania, płacenia na zdrowie, niemyślenia wsposób całościowy oroli obywatela wkontekście dostępności do ochrony zdrowia całego społeczeństwa–uważa prof. Monika Raulinajtys-Grzybek.
Jak podkreślają eksperci, kluczowe jest uporządkowanie zasad solidaryzmu wfinansowaniu świadczeń, wtym objęcie składką zdrowotną szerszych grup obywateli iusunięcie większości zwolnień zuczestnictwa wpowszechnym oskładkowaniu. W 2023 roku średnia miesięczna składka wprzeliczeniu na jednego opłacającego wyniosła 386,40 zł. Przyjmując, że wtakiej wysokości byłaby opłacana za każdego uprawnionego do ochrony zdrowia, co wuproszczeniu odpowiada liczbie mieszkańców Polski, całkowite wpływy powinny wynieść ok. 173,6 mld zł. W tym samym roku NFZ wykazał wplanie finansowym wpływy na poziomie 137,6 mld zł. Zdaniem ekspertów również fakt, że część dochodów gospodarstw domowych niejest uwzględniana przy naliczaniu składki na ubezpieczenia zdrowotne, pogłębia dysproporcję między dochodem a obciążeniem składką zdrowotną.
– Dzisiaj wsystemie ochrony zdrowia składki płaci około 70 proc. obywateli. Wydaje się, że to jest bardzo mało, natomiast pamiętajmy, że spora grupa to są dzieci. To jest grupa szczególnie traktowana, natomiast generująca wydatki. Oczywiście niechcemy obciążać ani dzieci, ani ich rodziców, bo byłoby to sprzeczne zrealizowaną polityką prorodzinną. Natomiast uważamy, że wpływ za dzieci jako uczestników sektora ochrony zdrowia powinien mieć miejsce itakie finansowanie mogłoby być wspólnym finansowaniem zbudżetu państwa–wyjaśnia kierowniczka Think Tanku SGH dlaochrony zdrowia.
Jak podkreśla, wPolsce występuje zjawisko arbitrażu. System podatkowy, wtym sposób naliczania składki zdrowotnej, jest bardzo złożony, co stwarza zachęty do szukania alternatywnych rozwiązań.
– Niezależnie od tego, czy mówimy orolnikach, różnych formach prowadzenia działalności gospodarczej, czy też różnych formach naliczania składek zdrowotnych, one mogą mieć różne obciążenie. Skutkuje to niekorzystnym zjawiskiem optymalizacji podatkowej, która ma miejsce wkontekście podatku dochodowego iktórą obserwujemy także wkontekście składki na ubezpieczenie zdrowotne–podkreślaprof. Monika Raulinajtys-Grzybek.
Autorzy raportu są zdania, że jasne, jednolite iprzejrzyste zasady obliczania składki powiązane zpoziomem majętności zwiększają akceptację obywateli dlawłasnej roli wsystemie, wzmacniając poczucie sprawiedliwości iprzejrzystości obciążeń. W Polsce nominalnie największe wpływy ze składki pochodzą ztytułu umów opracę (70 mld zł), a następnie od osób pobierających emeryturę irentę (33,3 mld zł) orazosób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą (23,7 mld zł).
– Jeśli chodzi osolidaryzm sektora ochrony zdrowia, uważamy, że zdecydowanie powinien on być oparty na mechanizmach płacenia przezwszystkich bądź też finansowania ze środków publicznych dotyczącego wszystkich obywateli. Tak żeby każdy leczący się wPolsce miał poczucie, że leczenie ikoszty, które generuje, są równoważne zwkładem do systemu, ze składką, która jest odprowadzana–uważa ekspertka.
Jak podkreślono wraporcie, doprowadzenie do takiego stanu wymaga radykalnych działań identyfikujących największe obszary nieefektywności wwydatkowaniu środków, a także określenia pewnych akceptowanych cen wszystkich zasobów nabywanych iangażowanych wtym systemie. Z drugiej strony konieczne jest określenie, jakie świadczenia wykraczają pozazakres gwarantowany iwymagają finansowania dodatkowym strumieniem.
Uporządkowanie tej kwestii jest konieczne także ze względu na niekorzystne zmiany demograficzne, czyli starzenie się społeczeństwa. Jak wskazuje raport, od 2006 roku obserwuje się stały wzrost udziału osób wwieku poprodukcyjnym. W połowie 2025 roku było ich 8,9 mln, co daje 23,9 proc. populacji Polski, podczas gdy w2005 roku udział ten wynosił 15,4 proc.
– Wperspektywie najbliższych kilku lat będziemy mieli do czynienia ze spadkiem wpływów ztytułu składek ojedną piątą. To powoduje, że jeśli niechcemy takiej luki wsystemie, to musimy zredefiniować system tak, żeby odpowiedzieć na ten brak –uważa kierowniczka Think Tanku SGH dlaochrony zdrowia.
Starzenie się populacji iwzrost udziału osób chorych przewlekle orazobciążonych wieloma schorzeniami już dziś powodują wzrost kosztów. Wydatki na leczenie osób powyżej 60. roku życia w2022 roku wPolsce stanowiły ponad 55 proc. wszystkich wydatków na leczenie szpitalne i48,6 proc. na ambulatoryjne.
–Ochrona zdrowia potrzebuje dodatkowych pieniędzy, ale jednocześnie restrukturyzacji wewnętrznej. Dokładanie pieniędzy bez zmian ćwiczymy od wielu lat ijest to nieskuteczne. Wręcz przeciwnie, umacnia to niektóre patologie– uważa prof. Andrzej Fal.–Wkońcu powinniśmy się zdecydować na gigantyczną rewolucję wpostaci ustawy oświadczeniach publicznych, zwanej ustawą oNFZ sprzed już prawie dwóch dekad. Powinniśmy zmienić system wsposób przemyślany. Poświęcić na to rok, zrobić rewolucję, która poprawi sytuację, zarówno organizacyjną, jak ifinansową na następne 20–25 lat.
Raport wskazuje jednak, że barierą jest brak akceptacji społecznej zarówno dlaobecnego systemu, jak ido jego reformy. Może to wynikać zniedostatku przejrzystej komunikacji dotyczącej celów, kosztów ispodziewanych efektów zmian.